Maciej Nykiel w rozmowie z PRTL.pl

Autor: Maciej Strzelecki, Data publikacji:

Czy rozwój tanich linii lotniczych jest szansą dla branży turystycznej?

Marek Serafin: Z punktu widzenia rynku lotniczego dość trudno wyrobić sobie jednoznaczną opinię, jaki dla polskiej turystyki wyjazdowej był rok 2015. Z jednej strony mieliśmy do czynienia ze stagnacją, a być może nawet niewielkim spadkiem przewozów charterowych, a z drugiej strony z bardzo dużym wzrostem oferowania tanich linii do regionów typowo turystycznych w Europie Południowej. Jaki, Pana zdaniem, był ten rok?

Maciej Nykiel: Zarówno dane statystyczne z ULC, jak i liczne raporty ekspertów oraz organizacji branżowych nie pozostawiają tutaj akurat złudzeń: sumarycznie w roku 2015 mieliśmy do czynienia z lekkim spadkiem klasycznych czarterów. Diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach, bo i rok był szczególny: zanotowaliśmy bardzo silny, pierwszy kwartał z wzrostami nawet do 20% rok do roku. Następnie mieliśmy regres w kwietniu i stagnację na niewielkim, kilkuprocentowym plusie od maja aż do września. Prawdziwa katastrofa nadciągnęła jednak dopiero w czwartym kwartale: spadki rynku czarterowego w niektórych tygodniach sięgały 40% i w sumie rok zakończyliśmy w okolicach zera. To co stracił rynek czarterów w polskiej turystyce wyjazdowej podgoniły natomiast linie regularne i low-costy, dokładając nawet po kilkadziesiąt nowych połączeń tygodniowo w wysokim sezonie. Eksplodowały tym samym działy produktu rodzimych touroperatorów, zalewając rynek mnóstwem typowo wakacyjnych ofert, ale opartych na nie-czarterowych rejsach np. Ecco czy Best Reisen na kierunkach azjatyckich czy Exim, Net Holiday i Wezyr-Coral na Kanarach i południu Europy. Jednym słowem mniejsi i bardziej elastyczni „średniacy” szukali swojej szansy w zmianie strategii, ograniczeniu ryzyka kontraktowego, szukaniu nisz typu Malta czy Sycylia i dywersyfikacji destynacji, podczas gdy „wielka trójka” (Itaka, Rainbow i TUI) twardo opierała swoją sprzedaż na klasycznym modelu. Przy okazji okazało się, że skazywane przez wielu na niepowodzenie lotnisko Modlin było latem 2015 pełnoprawnym portem wylotowym dla biur podróży, a nieco przereklamowane Dreamlinery nie zwiększyły udziału w rynku na bezpośrednie loty czarterowe do dalekich destynacji.

Ubiegły rok obfitował także w zdarzenia o charakterze globalnym, które jak na razie w sposób trwały zmieniły obraz wakacyjnej mapy segmentu Leisure. Już na wiosnę wydarzenia polityczne uderzyły w dwa bardzo silne historycznie kraje wakacyjne: wyeliminowały z gry Tunezję i sparaliżowały Egipt: z czterech lotnisk czarterowych tylko jedno, Marsa Alam funkcjonowało nieprzerwanie, przez cały rok. Jesienne zamachy w Turcji i geograficzna bliskość konfliktu syryjskiego spowodowały aż 70%-owy spadek rezerwacji typu first minute do wszystkich destynacji tureckich na sezon Lato 2016. Wrześniowe bankructwo Alfa Star ( w 2014 roku numer 6 na liście największych polskich touroperatorów) oraz zamachy w Paryżu dobiły rynek po sezonie i spowodowały masowe przesunięcia w decyzjach zakupowych klientów na rok 2016. Dodatkowo na naszym rynku mocno zamieszał konflikt polityczny na linii Rosja-Turcja (obywatele Rosji mają cały czas zakaz podróżowania do Turcji i Egiptu), który spowodował spore problemy operacyjne kilku dużych, obecnych również na polskim rynku tureckich touroperatorów. Jak na razie do sezonu daleko, polskie oddziały tych firm obroniły się chwilowo, ale spodziewam się, że ostatnie słowo w tym temacie nie zostało jeszcze powiedziane. Na całe szczęście dla branży dwa kluczowe czynniki finansowe utrzymywały się przez cały rok na w miarę stabilnych, niskich poziomach: kurs ceny ropy naftowej mógł nas wszystkich zadowolić, a EUR i USD nie zdążyły jeszcze w ubiegłym roku odczuć powyborczych perturbacji.

Tort do tegorocznego podziału jest więc jeszcze większy niż przed rokiem, otwarte pozostaje pytanie kto będzie umiał najsprytniej go podzielić? Osobiście uznaję rok 2015 za umiarkowanie udany, ale widzę w nim dużą szansę biznesową dla nowych produktów i sposobów działań dla szybkich i elastycznych graczy.

A czy uważa Pan, że występuje bardzo silna i bezpośrednia zależność pomiędzy rozwojem ofert tanich linii, a zahamowaniem bardzo silnego trendu wzrostu rynku wyjazdów zorganizowanych przy wykorzystaniu usług linii charterowych?

Osobiście nie podzielam takiego poglądu. Te dwie części rynku rozwijają się niezależnie od siebie, fakt że dynamika tanich linii jest dużo wyższa, ale pamiętajmy o tym, że punkt odniesienia leży znacznie niżej. Zahamowanie silnego wzrostu czarterów w 2015, to moim zdaniem w głównej mierze efekt zdarzeń politycznych, które częściowo wymieniłem powyżej: pamiętajmy, że większość czarterów do 2014 roku latała do tzw. „krajów arabskich”, regres w tym obszarze jest więc naturalną konsekwencją turystycznej geopolityki. Jako uczestnik tego rynku trzymam kciuki zarówno za jednych, jak i za drugich: czym więcej wolnych foteli oferowanych na rynku, tym niższa finalna cena dla klienta. W obydwu segmentach widać też świetnie radzące sobie firmy. Dynamicznie rozwija się rodzimy Enter Air (debiut giełdowy), na rynek próbują wejść kolejni gracze np. wykorzystując grecką koniunkturę Ellinair czy latający już od paru sezonów Aegean. Ambitne plany na lato ogłosili także Ryanair, Wizz Air i Norwegian. Rozwój tanich linii w Polsce jest bowiem szansą, a nie zagrożeniem dla polskich biur podróży: trzeba tylko umieć ją wykorzystać, a nie doktrynalnie odrzucać, co niestety jeszcze na chwile obecna jest w naszej branży dość powszechne.

A jaki był ten rok dla internetowego kanału rezerwacji i sprzedaży wyjazdów turystycznych?

Tutaj, jak co roku, mamy do czynienia z rewolucją i tempem zmian niespotykanym w innych kanałach. Minimum kilkudziesięcioprocentowe wzrosty obrotów zanotowały strony internetowe i call center wszystkich touroperatorów. Z drugiej strony byliśmy świadkami zamknięcia się około 400 tradycyjnych, małych agencyjnych biur podróży. Internet przejmuje sprzedaż z innych kanałów i spadku tego tempa nie widać! Znacząco wzrósł przede wszystkim stopień penetracji stron segmentu Travel z urządzeń mobilnych: na koniec grudnia 2015 wyniósł on prawie 30% (24% na smartfonach i 6% na tabletach), co oznacza, że prawie co trzecia sesja jest dokonywana przez użytkowników z „mobilków”, w tym co czwarta z osobistego telefonu. Wszyscy rynkowi gracze dokonali istotnych ulepszeń wersji mobilnych swoich stron www, zarówno w obszarze RWD, jak i mobile aps. Specyfika produktu turystycznego sprawia ciągle jednak, że większość rezerwacji dokonywana jest nadal z desktopów. Trwa więc rynkowy wyścig o klienta internetowego oraz lepsze dopasowanie usability serwisów pod maksymalizację konwersji na sprzedaż. O wielkich perspektywach i zainteresowaniu rynków finansowych naszym rodzimym e-commerce może świadczyć transakcja z końca roku: przejęcie za ponad 80 mln PLN przez grupę wp.pl 100% udziałów w polskiej spółce Enovatis (właściciel m.in. serwisu wakacje.pl). Dla kanału internetowego był to zatem rok bardzo udany, a rynek stale rośnie wiec najlepsze dopiero przed nami!

Ogromnym problemem dla wielu zainteresowanych stron, z liniami charterowymi na czele, jest sezonowość popytu. W ubiegłym roku mieliśmy do czynienia z jej pogłębieniem się. A jak było w tym roku?

Niestety problem naszej branży pozostał: ponad 70% przelotów wakacyjnych jest realizowanych w zaledwie czterech miesiącach wakacyjnych: od czerwca do września, kolejne ok.10 % w maju i październiku, a tylko ok.16% w pozostałej 6-cio miesięcznej części roku tj. listopad – kwiecień. Co roku jest duży problem operacyjny zarówno dla przewoźników, jak i cash-flowowy dla touroperatorów i agentów. Pod tym względem niestety 2015 niewiele różnił się od 2014. Także w pozostałych istotnych wskaźnikach różnice w stosunku do 2014 były nieduże: ponad 50% udział ofert typu „last minute”, średnia rezerwacja wakacji na ok.55 dni przed wylotem, ok.13% udział dzieci i infantów (a w okresie lipiec-sierpień nawet ponad 30%), 8,5 dnia to statystycznie średnia pobytu Polaka na zagranicznym urlopie, ponad 75% klientów wybrało hotel z ofertą all inclusive, a dwa największe miasta czarterowych wylotów to Warszawa i Katowice z prawie 70% łącznym udziałem w rynku i dużym dystansem do kolejnych: Wrocławia i Poznania. Przedsprzedaż ofert na bieżący rok pokazuje, że w 2016 niewiele się w w/w parametrach zmieni i przyczyn należy upatrywać raczej w behawioralnych zachowaniach konsumentów. Na polskim rynku dla zdecydowanej większości klientów wakacje samolotem to ciągle lipiec i sierpień.

Jak wiadomo internetowy kanał dystrybucji szeroko rozumianych usług turystycznych jest preferowany przez „określony typ klientów”. Czy ulega on zmianie, albo inaczej mówiąc, czy szersze grupy społeczne zaczynają z niego korzystać, a nie tylko młodzi, wyedukowani internetowo klienci?

Świadomość i skłonność do korzystania z zakupu usług turystycznych przez internet rośnie proporcjonalnie do wzrostu w innych branżach rynku e-commerce. Niestety, jako że oferujemy upmarketowe dobra wyższego rzędu, a średnia wartość koszyka w naszych internetowych sklepach wynosi ok. 5000 PLN, to i dynamika jest niższa niż przy niskobudżetowych, klasycznych towarach konsumpcyjnych. Niemniej ponad 30%-owy wzrost rok do roku cieszy i daje szanse na kolejne stabilne, dwucyfrowe liczby w tym roku. Należy też pamiętać, że dla pakietów turystycznych istnieje wciąż silny trend wielokanałowości ścieżek zakupowych, a w źródłach ruchu przed konwersją na sprzedaż występują także kanały off-linowe takie jak contact center czy wizyta w tradycyjnym oddziale biura podróży. Grupa docelowa cały czas się nam poszerza, a czynnikiem, który w 2015 roku najsilniej nam zwiększył penetracje w mało aktywnych dotąd grupach jest w mojej ocenie social z dominacją facebooka.

Czy rośnie rynek wyjazdów turystycznych interkontynentalnych, sprzedawanych zarówno na bazie rejsów charterowych, jak i rozkładowych?

Zdecydowanie tak! I to jest świetna wiadomość zarówno dla naszych klientów, bo zwiększa się dla nich znacząco wachlarz możliwości, a prawda jest taka, że wielu z nich znudzonych jest już basenem Morza Śródziemnego i chce zobaczyć cos nowego, polecieć na swój urlop dalej i taniej. Natomiast dla touroperatorów (oczywiście tych sprytnych i nie bojących się biznesowych zmian) to doskonała okazja, żeby dywersyfikować produkt i ryzyko operacyjne na gwarancjach czarterowych. Największym motorem napędowym do wzrostów w lotach rozkładowych były w miniony roku huby w Dubaju i Doha, dzięki którym kolejny rok z rzędu świetnie funkcjonował i był wykorzystywany przez biura podróży pomost otwierający polski rynek wakacyjny na dalekowschodnie destynacje. Przy czym zarówno Emirates, jak i Qatar znacząco zwiększył ilość oferowanych połączeń, jak i komfort przelotów, operując na szerokokadłubowych maszynach z WAW, co nie było dotąd standardem. Działy grupowe większości tradycyjnych przewoźników stały się też w 2015 roku bardziej otwarte i elastyczne na współpracę z polskimi touroperatorami oferując bloki miejsc w rozsądnych stawkach, pozwalających zbudować całoroczny, atrakcyjny cenowo program. Na szczęście czarterowa i wakacyjna część rynku nie jest aż tak bardzo zależna od ruchów Lufthansy, a jej konkurenci mądrze wykorzystują odwrócenie się niemieckiego gracza od sieci agencyjnej. Drugim filarem pozostają zakontraktowane do obsługi egzotycznych destynacji przez polskich touroperatorów LOT-owskie Dreamlinery, których udział w rynku jednak nie urósł. Trend jest jednak jasny: „klasyczny” model czarterowy na dalekich kierunkach został solidnie ugryziony przez regularnych przewoźników i wraz z rozwojem tego rynku będą się oni starali mieć swój udział w rosnącym torcie wakacyjnym. Na razie nie widać także żadnego „kontrataku” ze strony przewoźników czarterowych: żaden z nich nie jest jak na razie ani chętny, ani prawdopodobnie gotowy do powalczenia na dalekich kierunkach.

A jakie kraje są obecnie najbardziej popularne – w przypadku tras krótszych oraz tych dalekich? Czy obserwuje Pan istotne zmiany w tym zakresie?

Zmiany są wyraźne i na chwilę obecna odzwierciedlają wiernie wykreowany przez media podział świata wakacyjnego na „bezpieczny” i „zagrożony”. W sprzedaży królują destynacje greckie, tradycyjnie głównie wyspy Kreta, Rodos, Kos, Zakynthos, Korfu, ale wzrasta tez zainteresowanie kontynentem z przelotami do Aten i Salonik. W programach wszystkich większych polskich biur podróży na rok 2016 znajdziemy produkt grecki, a sięgnęli po niego nawet ci, którzy specjalizowali się dotąd w zupełnie innych krajach. Prawdziwy boom przeżywa Bułgaria – ma to być remedium na półkę cenową wyjazdów do Tunezji, która praktycznie zniknęła z rynku. Obawiam się jednak, że ten produkt szybko się sprzeda i w sezonie będą na Morzem Czarnym spore problemy z overbookingiem: w końcu nie tylko polscy organizatorzy maja kłopoty z sensownym zapełnieniem dziury po Tunezji i Egipcie. Rynek urlopowy zmigrował mocno w stronę krajów uważanych za tzw.„europejskie”. Tradycyjnie więc w okresie first minute dobrze sprzedaje się Hiszpania: zarówno ta kontynentalna, wyspiarska (głównie Baleary), jak i średniego zasięgu (Wyspy Kanaryjskie). Obserwujemy wzrost zainteresowania Włochami (na czarterach głównie południe i Sycylia) i innymi wyspami na Morzu Śródziemnym np. Maltą i Cyprem (zarówno grecką, jak i turecka jej częścią). Słabo jak na razie sprzedaje się Turcja, specjaliści na rynku są zgodni: w tym roku będzie to produkt „lastowy”. Na Bałkanach tradycyjnie dobry poziom bookingów notujemy do Chorwacji, ale pojawiają się też na większa skalę nowości: np. Albania. Podejmowane są tez mniej lub bardziej udane próby „odgrzewania kotleta” np. Rumunia czy Czarnogóra. Na razie brak istotniejszych zmian i nie sądzę, żeby się pojawiły wcześniej niż na jesieni: większość biur podróży wyczekuje poprawy koniunktury i nie będzie podejmowało w tym roku zbędnego ryzyka sypiąc jak z rękawa nowościami, co miało miejsce przez kilka ostatnich sezonów.

Rok temu przekazał nam Pan swoją opinię, co do kilkuletniej perspektywy rozwoju rynku turystyki wyjazdowej z Polski. Czy obecny rok zmienił Pana poglądy w tym zakresie, w sposób istotny?

Większość moich ubiegłorocznych tez w długim okresie czasu podtrzymuję, a 2015 rok pokazał, że w zakresie trendu sprawdziły się. Kiedy rozmawialiśmy ostatnio pod koniec 2014 roku to pewnie zabrakło mi wyobraźni co do rozmiarów i wielkości szkód dla biznesu czarterowego, jakie wywołał międzynarodowy terroryzm w 2015 roku, a także skali zamachów terrorystycznych już nie tylko w północnej Afryce i na Bliskim Wschodzie, ale też w sercu Europy. Przyznam też szczerze, że nie przewidziałem aż tak gwałtownej zmiany kursu walut na początku 2016 i to nie tylko EUR i PLN, ale także CHF (duże grono klientów biur podróży to frankowicze). Jedno natomiast pozostaje niezmienne: polscy klienci latali, latają i będą latać coraz więcej. Z dużym optymizmem patrzę na rosnącą ilość lotnisk i maszyn na polskim niebie i wiem, że zmienia się jedynie struktura produktu, a nie sama skłonność Polaków do wakacji lotniczych. A to daje nam gwarancję utrzymania i rozwoju naszego biznesu, w końcu w naszej branży „sky is the limit”!

Dziękuję za rozmowę

 

FLY.PL